Koło naukowe – na co to komu?

No właśnie, na co? Wszystkie wiadomości potrzebne do zaliczenia przedmiotów na studiach można poznać albo na zajęciach, albo z opasłych tomiszczy, w których zapisana jest cała Tajemnica Istnienia, albo przez zapytanie wszechwiedzącego Wujka Google. Ewentualnie można liczyć na szczęście porównywalne do trafienia szóstki w Lotto, uruchomić maszynę losującą i odpowiadać na pytania tak, jak nam podpowiada nasza nieomylna intuicja. Na przetrwanie studiów przepisów jest sporo, możliwe, że tak dużo, jak samych studentów. Czy udzielanie się w kole naukowym jest koniecznym składnikiem tego przepisu? Jako przewodniczący jednego z nich pewnie powinienem z pełną ekscytacją ryknąć: „Owszem!”. Odpowiem jednak na przekór: nie. … Czytaj dalej Koło naukowe – na co to komu?

Miłosz w Toruniu

W Toruniu wciąż żywa jest pamięć o Zbigniewie Herbercie, który w latach 1947–1951 studiował na tutejszym, powstałym niewiele wcześniej uniwersytecie. Niektórzy, przede wszystkim czytelnicy znakomitej biografii Wisławy Szymborskiej pióra Anny Bikont i Joanny Szczęsnej, wiedzą być może, że przed II wojną światową poetka mieszkała w Toruniu. Spostrzegawczy mieszkańcy i turyści, przechadzając się po ul. Szerokiej, odnajdą tablicę upamiętniającą wizytę Sławomira Mrożka. Studenci i absolwenci toruńskiej polonistyki z pewnością znają toruńskie epizody w biografiach Stanisława Przybyszewskiego, ucznia tutejszego gimnazjum, czy Józefa Czechowicza, który miastu poświęcił nawet jeden ze swoich wierszy z tomu pt. nic więcej (1936). Ale Miłosz… Nie będę tu … Czytaj dalej Miłosz w Toruniu

„Szlakiem Kolberga” – program, dla którego jestem gotowa kupić telewizor

  Przyszedł listopad, więc można już bez większych wyrzutów sumienia odmówić znajomym wyjścia do klubu na drinka (bo zimno i pada) na rzecz błogiego grzania stóp pod kocem i organizowania serialowych maratonów. Nastolatki z całej Europy są wdzięczne Reedowi Hastingsowi za … Czytaj dalej „Szlakiem Kolberga” – program, dla którego jestem gotowa kupić telewizor

Hogwart czyli labirynt filologa

Były czasy, gdy po naszym wydziale fruwały karty egzaminacyjne, a w piwnicznym barze podobno można było nabyć papierosy na sztuki. Podobno, bo przecież to wydziałowe legendy. Nie zmienił się zapach dziekanatu, wiosenne magnolie oraz pewne ważne pytania… Młodsi studenci mówią na Collegium Maius „Hogwart”. Nic dziwnego, mroczne korytarze u filologów przy Fosie Staromiejskiej 3 tworzą magnetyczny labirynt rodem z opowieści o Harrym Potterze. Dzieje się tak zwłaszcza jesienią i zimą, gdy dni krótsze, a latarnie i światła aresztu (tak jest, aresztu) docierają resztkami fal do budynku. Poszczególne piętra przypominają wtedy o swoich sapiących w mroku, chłodnych cegłach; o tajemniczych piwnicach, a nawet … Czytaj dalej Hogwart czyli labirynt filologa

Skąd trudności ortograficzne w języku polskim?

Nie zastanawialiście się czasami nad tym dlaczego w polszczyźnie mamy „ó” i „u”, „rz” i „ż”, a także „h” i „ch”? Ja tę kwestię zaczęłam rozpatrywać już w podstawówce, kiedy dyktanda ortograficzne stały się prawdziwą zmorą. Moje rozważania nie przynosiły jednak żadnych konkretnych wniosków, nie potrafiłam wymyślić nic ponad to, że ktoś stworzył to rozróżnienie, aby utrudnić uczniom życie. Odpowiedzi na nurtujące mnie pytania otrzymałam dopiero na studiach. „Ó” i „u”, „rz” i „ż” to ślady gramatycznych procesów, zachodzących w naszym języku przez wieki, pozostałości po historycznych przemianach. Dziś są one tak bardzo utrwalone, że nie zdajemy sobie sprawy z … Czytaj dalej Skąd trudności ortograficzne w języku polskim?