Studencka wolność

 

Ten wpis jest dla osób, które stoją przed jedną z najtrudniejszych życiowych decyzji, a mianowicie przed wyborem kierunku studiów pierwszego stopnia.  Kiedy kończy się liceum lub technikum, trudno jest wyobrazić sobie, jak w ogóle wyglądają studia, a co dopiero, na czym będzie polegała nauka na którymś z kierunków. Często młodzi ludzie sądzą, że studia to przedłużenie nauki w szkole, a filologia polska jest niczym niekończąca się lekcja języka polskiego. Bardzo się mylą…

Zaczynając od początku… Czym różnią się studia od szkoły? Odpowiedź: „wszystkim” wydaje się może zbyt ogólna, ale według mnie jest najbardziej trafna. Zajęcia na studiach dzielą się na wykłady i konwersatoria, a także laboratoria (rzadko spotykane na filologii polskiej, więc pozwolę sobie je pominąć). Konwersatoria (nie mylić z konserwatoriami!) przeważnie, jak sama nazwa wskazuje, polegają na konwersacji, a więc rozmowie studentów z profesorem na wcześniej zapowiedziany temat.  Temat ten może dotyczyć przeczytanej książki, artykułu lub rozdziału z podręcznika.

Wykłady zwalniają żaków z konieczności mówienia, wymagana jest na nich natomiast umiejętność słuchania, a przede wszystkim szybkiego notowania, czasem bardzo szybkiego.  Poza tą różnicą, dotyczącą aktywności uczestników, wykłady od konwersatoriów odróżniają się częstotliwością pojawiania się na nich studentów. Na konwersatoriach przysługują nam dwie nieobecności; piękne jest to, że możemy je wykorzystać choćby z tej przyczyny, że po prostu nie chce się nam iść na zajęcia! Jeśli chodzi o wykłady, nie ma żadnych obostrzeń, tzn. od nas zależy, czy pojawimy się na wykładzie raz, dwa czy piętnaście razy.  Miłe jest poczucie, że chodzę na zajęcia, bo chcę i uważam je za wartościowe, a nie, bo muszę, jak w szkolnych czasach.

Kolejnym przejawem wolności na studiach, w szkole zupełnie nieznanym, jest samodzielne układanie sobie planu.  Ta swoboda nie jest oczywiście absolutna, na mniej obleganych kierunkach do wyboru są dwa różne terminy zajęć, czasem także dwóch różnych profesorów; wraz z wzrostem liczby studentów wzrasta także ilość możliwości. Wolność wyboru dotyczy zazwyczaj konwersatoriów, laboratoriów lub ćwiczeń, wykłady z reguły nie są objęte podziałem na grupy, ale, jak już wspominałam, na wykładach obowiązuje zasada: chodzę, bo chcę!

Jeśli już mowa o wykładach, warto dodać coś na temat przedmiotów ogólnouniwersyteckich. „Oguny” nie każdemu się podobają, przez wielu uważane są za bezsensowne, ale mają też swoje bardziej pozytywne oblicze: mogą przysłużyć się do poszerzenia horyzontów, pomóc zgłębić ulubioną dziedzinę, a przede wszystkim są przejawem studenckiej wolności. Lista wykładów ogólnouniwersyteckich jest bardzo długa, możesz się zapisać na Wydział Prawa, Ekonomii czy Nauk o Ziemi; masz szansę poznania ludzi z innych kierunków, profesorów spoza swojego wydziału, możesz także zapisać się na przedmiot ze znajomymi, którzy studiują w innych jednostkach.

Podobnie wygląda kwestia wychowania fizycznego, które znajduje się w planie studiów na drugim roku. Lista jest długa, opcji wiele. Ja przypadkiem znalazłam się na zajęciach z  judo i wcale nie żałuję, ponieważ gdyby nie studia, nie miałabym możliwości poznania tej sztuki walki. Nie znaczy to oczywiście, że cokolwiek mi wychodziło – ale nie musiało, ponieważ na całe szczęście dla osób raczej asportowych, aby zaliczyć wychowanie fizyczne, wystarczy obecność i odrobina dobrych chęci.

Wcześniej wspomniane przeze mnie przedmioty ogólnouniwersyteckie dają możliwość uczęszczania na inne wydziały, ale to nie wszystko. W ramach studiów przez pół roku możesz uczyć się za granicą (Erasmus) lub w innym mieście (Program MOST).

Poza tą całą studencką wolnością, możliwością dokonywania samodzielnych wyborów, studia od szkoły odróżnia sesja i stypendium naukowe.

Sesja nikomu nie kojarzy się zbyt dobrze, wiąże się ze stresem, jednak i ona ma swoje zalety.  Uczeń stresuje się niemal codziennie, dzień w dzień ma jakieś klasówki, kartkówki, odpytywania, prace domowe, a student? Student przez niemal pół roku nie musi się o nic martwić i spokojnie uczęszcza na zajęcia, dopiero w sesji spotyka go kumulacja kolokwiów i egzaminów. Jedni stwierdzą, że woleliby rozłożyć wszystko na tzw. raty,  ja wolę miesiąc pełnej mobilizacji i trzy miesiące „laby”.

Jeśli poruszyłam temat stypendium, to z tego, co pamiętam, z nie tak dawnej zresztą przeszłości, w szkole stypendium naukowe wynosiło (przynajmniej w moim mieście) 100–120 złotych raz na pół roku. Z mojego dzisiejszego punktu widzenia ta kwota wydaje się śmiesznie niska, ale dzieci pewnie ucieszy to dodatkowe kieszonkowe. Na studiach (mówię oczywiście o UMK) stypendium przyznawane jest raz w roku na okres 9 miesięcy. W tym roku (2018/2019) jego wysokość wahała się od 800 do 1000 złotych, w zależności od liczby zdobytych punktów (średnia plus osiągnięcia naukowe, np. publikacje), a należy jeszcze dodać, że jego wysokość z roku na rok wzrasta. Aż chce się uczyć!

To tyle na temat różnic między szkołą a studiami. W moim kolejnym wpisie postaram się przedstawić wam, czego możecie się spodziewać, rozpoczynając studiowanie filologii polskiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s