Cały rok czytałam, czyli o moich podróżach do biblioteki

2018 rok był literackim hołdem skierowanym w stronę Zbigniewa Herberta. W 2019 roku decyzją sejmu będziemy wspominać trudną twórczość Gustawa Herlinga Grudzińskiego. A ja snuję refleksje nad książkami, które towarzyszyły mi przez ostatnie dwanaście miesięcy w gmachu Collegium Maius.

Drugi rok studiów nie jest tak traumatyczny jak pierwszy z wielu powodów. Przede wszystkim znasz już mniej więcej układ sal, w których masz zajęcia. Po drugie – mimo wciąż malejącej liczby studentów twojego roku na wydziale starasz się żyć w przeświadczeniu, że jeśli przebrnąłeś przez listę lektur z literatury staropolskiej, to licencjat masz jak w banku (nie jest to do końca prawdą). Po trzecie (i kluczowe) – na początku drugiego roku mija euforia związana z poznawaniem nie tylko miasta, do którego się przeprowadziłeś, ale również nowych kolegów z żakowej ławki. W ciągu pierwszych dwóch semestrów zdecydowanie jesteś w stanie poznać te trzydzieści osób na roku. Z kilkoma zawiążesz wartościowe relacje, inne nie będą cię nawet obserwować na Instagramie. Wasze wspólne wypady na miasto szybko zostaną ograniczone do minimum, teoretycznie więc będziesz mieć więcej czasu na czytanie.

person-984236_1920

Zdajesz staropolską, a nawet egzamin z literatury oświecenia. Rozpoczynasz długo wyczekiwane wakacje. Już pod koniec lipca uświadamiasz sobie, że nawet te trwałe przyjaźnie, które zawarłeś na pierwszym roku studiów nie są jednak tak trwałe, by przetrwać wakacyjną rozłąkę. To, co was połączyło w Maiusie, to wspólne zajęcia i akademickie problemy, a nie przeznaczenie i przyjaźń tak szlachetna, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej gotowi byliście razem wynająć mieszkanie. I postanowienie o przeczytaniu w wakacje części powieści z listy lektur na następny rok, tak by w październiku nie rwać w panice włosów z głowy, staje się ambicją nie do zrealizowania. W końcu dość rozsądnie byłoby w letnim okresie pójść do pracy i zarobić trochę, spotkać się ze znajomymi, przeczytać wreszcie coś współczesnego, by po wakacyjnej przerwie zaskoczyć wszystkich znajomością literatury najnowszej.

books-1605416_1920

Rok 2018 przywitał mnie ustnym egzaminem z romantyzmu. Potem było już tylko gorzej – jednoczesne czytanie Sienkiewicza i Przybyszewskiego. Jestem jednak osobą dość kreatywną, więc z egzaminacyjnymi pytaniami jakoś sobie poradziłam. Ludzie skaczą z księżyca, potrafią rozbijać czołem setki orzechów na czas (nie hiperbolizuję, poszukajcie sobie w internecie artykułów o Mohammadzie Rashidzie, który znalazł się w Księdze rekordów Guinessa, jako żywy dziadek do orzechów), a ja za jedno ze swoich większych osiągnięć uważam zmyślenie zakończenia Zająca Dygasińskiego tak, aby się nie wydało, że Zająca nie doczytałam.

Nie ulega wątpliwości, że w 2018 roku pochłaniałam dużo książek i było to przyjemne. Kiedy jesteś książkowym molem, nawet krótkie wypady do biblioteki mogą być fascynujące. Zamawiając lekturę przez internetowy katalog, nigdy nie wiesz, co otrzymasz w czytelni. To może być książka z wyrwanymi najbardziej istotnymi stronami, bez których nie dowiesz się, czy Widmar z Zazdrości i medycyny nakrył swoją żonę na spotkaniu z kochankiem, lub bazgrołami w tekście, przez które słowa stają się nieczytelne. Czasem jednak notatki na marginesach powieści  bywają bardziej interesujące niż sama powieść. Kiedy czytałam Ulanę Kraszewskiego, nie mogłam oderwać wzroku od zapisków rozżalonej zachowaniem Tadeusza Mrozoczyńskiego czytelniczki, która przy dialogach panicza z tytułową bohaterką powieści dopisywała niezwykle emocjonalne komentarze typu „jak on mógł jej tak powiedzieć?!”. I ja sama z tymi marginaliami niejednokrotnie się zgadzałam.

Oczywiście problem stanowi zapamiętanie nadmiernej ilości informacji z książek. Założyłam więc zeszyt, w którym skrobałam szczegółowe notatki z poszczególnych wierszy i powieściowych rozdziałów. Szybko jednak zaczęłam się oszczędzać przy spisywaniu kluczowych i mniej kluczowych informacji, gdy spostrzegłam, że często tworzenie skomplikowanych drzew genealogicznych bohaterów powieści zajmuje mi więcej czasu, niż jej przeczytanie. Całe szczęście na swojej egzaminacyjnej drodze natrafiałam na niezłośliwych profesorów, którzy nie mieli na celu zadawania dramatycznie szczegółowych pytań zestresowanym studentom.

W ciągu dwunastu mięsięcy poznałam szerzej charakter literatury romantyzmu, pozytywizmu, Młodej Polski i dwudziestolecia międzywojennego. Są książki, które stały się dla mnie niezwykle ważne. Są również takie, o których, mam nadzieję, w roku 2019 zapomnę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s