Koło naukowe – na co to komu?

No właśnie, na co? Wszystkie wiadomości potrzebne do zaliczenia przedmiotów na studiach można poznać albo na zajęciach, albo z opasłych tomiszczy, w których zapisana jest cała Tajemnica Istnienia, albo przez zapytanie wszechwiedzącego Wujka Google. Ewentualnie można liczyć na szczęście porównywalne do trafienia szóstki w Lotto, uruchomić maszynę losującą i odpowiadać na pytania tak, jak nam podpowiada nasza nieomylna intuicja. Na przetrwanie studiów przepisów jest sporo, możliwe, że tak dużo, jak samych studentów. Czy udzielanie się w kole naukowym jest koniecznym składnikiem tego przepisu? Jako przewodniczący jednego z nich pewnie powinienem z pełną ekscytacją ryknąć: „Owszem!”. Odpowiem jednak na przekór: nie.

W każdym razie większość studentów kończy edukację, nie uczęszczając na żadne dodatkowe zajęcia. Udział w spotkaniach koła wynika raczej z zamiłowania do działalności, którą prowadzi dane koło, lub z chęci zaangażowania się w coś więcej. Czy koło naukowe jest więc w stanie nam coś zaoferować?

Oczywiście.

24796794_1100508833425564_1346448838635240525_nPodstawowym argumentem za niech będzie to, że otoczymy się ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Dzięki temu będziemy się rozwijać, poszerzać swoje horyzonty, pogłębiać wiedzę lub ją utrwalać. Osoby o dłuższym stażu studiów na pewno będą wspierać młodszych kolegów. W skrócie – na pewno ułatwi nam to przebrnięcie przez wyższą edukację, czasami wystarczy jedynie poprosić o pomoc.

Ale czy powinniśmy patrzeć na koła naukowe tylko w kontekście zaliczania kolejnych przedmiotów? Nie, nie o to tu chodzi.

Dla mnie było ono miejscem, w którym najzwyklej w świecie mogłem nabrać doświadczenia, nie naukowego, ale tego życiowego. Jak powiedziałby każdy szanujący się coach – wyszedłem ze swojej strefy komfortu. Pisałem maile, prosiłem o dofinansowania, przygotowywałem wnioski, podania, zaświadczenia, organizowałem wydarzenia, wykonywałem telefony, występowałem publicznie, rozmawiałem z szychami i urzędnikami, ale przede wszystkim – działałem przy tym wszystkim zespołowo. To były cenne lekcje, z perspektywy czasu widzę, że z o wiele większą śmiałością podejmuję nowe wyzwania. I to tyle? Po to te koła naukowe?

Hmm… też nie.

Wyjustowani_OKLADKAChodzi przede wszystkim o to, co chce się wypracować przez te wszystkie obowiązki, które wymieniłem. To osiągnięcia będziemy najmilej wspominać, duże wydarzenia, których byliśmy częścią i do których się przyczyniliśmy. Jak duże mogą być to osiągnięcia? Podam kilka przykładów z życia naszego Edytorskiego Koła Naukowego Wyjustowani: przez cztery lata działalności stworzyliśmy własne gry planszowe i karciane, organizowaliśmy Dni Gier Edytorskich oraz warsztaty dla uczniów, aranżowaliśmy wycieczki naukowe, rozkręciliśmy konkurs literacki zakończony wydaniem książki, którą sami przygotowywaliśmy do druku. Obecnie również bierzemy udział w wydaniu książki, przejęliśmy opiekę nad studenckim czasopismem naukowym i podejmujemy się kolejnych wyzwań. Bo im dłużej działamy, tym więcej chcemy osiągnąć.

Więc jak to jest, warto czy nie warto? Oceńcie sami. Ja w każdym razie z sentymentem wspominam wszystko, co osiągnęliśmy z Wyjustowanymi i z napięciem oczekuję tego, co przed nami.

 

Patryk Chłopek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s