Niepodległość w poezji

Już za parę godzin niemal wszyscy Polacy rozpoczną świętowanie setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Dziś ci, którzy byli naocznymi świadkami tej podniosłej chwili, już nie żyją, nie spytamy ich, jak wielka radość panowała sto lat temu. Jednak możemy przeczytać ich relacje, do naszych czasów przetrwały liczne pamiętniki, artykuły, notatki, a także poezja, która najlepiej wyraża to, co najbardziej nieuchwytne – ludzkie emocje.

Ale zacznijmy od początku… Nadzieja na odzyskanie suwerenności w sercach Polaków zrodziła się już w roku 1914. Wywołał ją konflikt pomiędzy zaborcami, który doprowadził do wybuchu I wojny światowej. Mieszkańcy ziem rozdzielonych pomiędzy trzech okupantów byli może jedynymi cywilami na świecie, którzy w wojnie widzieli swoją szansę, a nie tylko okrucieństwo i śmierć. O oczekiwaniu narodu na odmianę losu świadczyć może piosenka napisana przez Władysława Orkana na zamówienie Towarzystwa „Strzelec” w kwietniu 1914 r. – Marsz strzelców legionistów:

Hejże, orlęta! Nad polskie zlećmy łany!

Zrywajcie i kruszcie, kruszcie kajdany!

W lot niechaj skrzydła zaszumią hen! Ponad strzechami chat!

Niechaj ocknięci zrozumią,

Że wolność uszła zza krat! (…)

Naprzód! Żołnierze! Do sławy nasze kroki –

Bagnetem szczerze czyńcie wyroki!

Marsz! Za nami idą masy, hen! Ze wszystkich Polski stron!

Przez nas odwrócą się czasy –

Zadrży moskiewski tron!

Tak zadrży, tak zadrży moskiewski tron.

 

W utworze tym przebrzmiewa radość z perspektyw, jakie przed Polakami otworzył wybuch wojny, ale nie tylko. Wiersz ten przede wszystkim nawołuje do działania – naród musi stanąć do walki, czynnie wykorzystać daną mu szansę. W piosence jest także obietnica sławy dla walczących, przekonanie, że obywatele wojować będą bardzo licznie, oraz zapowiedź upadku jednego z zaborców. Ogromny optymizm tego tekstu wynika z jego przeznaczenia – miał zagrzewać żołnierzy do walki, dodawać otuchy – a także z daty jego powstania: Orkan stworzył go w kwietniu 1914 r., czyli na trzy miesiące przed wybuchem wojny.

Rok później ten sam autor napisał utwór zupełnie odmienny. Jak większość Polaków, Władysław Orkan widział w zbrojnym konflikcie szansę, widział jednak także śmierć i okrucieństwo, co ukazuje wiersz Inter arma:

(…) Jakiż to srogi, krwawy szał

Ogarnął ludzkie plemię?

Jakiż to demon z mroków wstał

I cieniem padł na ziemię? (…)

Nigdy najsroższych bojów bieg

Nie zmorzył tyle życia,

Ni rzucał wodom Styksu brzeg

Tak żałosne odbicia.

Przerażenie ogromem wojny, niemożność opisania jej w języku poezji („Homer, widzący ninie rzecz, / Sławną strzaskałby lutnię”) wynika z tego, że poeta był naocznym świadkiem masowej śmierci żołnierzy. Orkan po wybuchu I wojny światowej wstąpił do Legionów Polskich i został przydzielony do Biura Prasowego Naczelnego Komitetu Narodowego, a 15 lipca 1915 r. wyruszył z Piotrkowa na front w składzie 4 Pułku Piechoty.

Podobne refleksje zawarł w swym wierszu Józef Mączka – poeta legionowy, ułan II Brygady i żołnierz Polskiej Organizacji Wojskowej. W Rannym okrucieństwo wojny i wszechobecna śmierć ukazana jest z punktu widzenia dogorywającego na polu walki żołnierza, mającego świadomość, że oddał życie słusznej sprawie i nie dożyje radosnego dnia odzyskania niepodległości (tak samo jak poeta: J. Mączka zmarł na cholerę pod Jekaterynodarem we wrześniu 1918 r.).

Bohaterem lirycznym uczynił rannego także Artur Franciszek Michał Opmman. Jednak jego wiersz zasadniczo różni się od utworu J. Mączki. Orlątko A. Opmman napisał już po odzyskaniu niepodległości, zakończenie I wojny światowej nie oznaczało wcale końca przelewu krwi. Polacy musieli walczyć o każdy skrawek odradzającego się kraju, w tym o Lwów, za który walczyły i umierały także dzieci:

O mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów –
Ta krew, co z piersi broczy,
Ta krew – to za nasz Lwów!
Ja biłem się tak samo
Jak starsi – mamo, chwal! (…)

Niepodległość odzyskana w 1918 r. musiała być okupiona polską krwią jeszcze w późniejszych latach: trzech powstaniach śląskich, a także wojnie z bolszewikami.

W 1928 r., kiedy granice Polski były już znane, a po przewrocie majowym Polską rządziła sanacja pod przewodnictwem Józefa Piłsudskiego, Jan Lechoń, zatrudniony w latach wojen z bolszewikami w Biurze Prasowym Wodza Naczelnego, napisał wiersz o znamienitym tytule: 11 listopada:

(…) Ale ty, któryś poszedł za granicę świata

Wezwać pomsty na przemoc, co naród przygniata,

I słowa znalazł takie, żeś temi samemi

Od nas mówił do nieba, od nieba do ziemi (…)

Bo kiedyś Ty go słuchał – to nienadaremno

I sam jeden powstałeś w niewoli noc ciemną (…)

Poeta w utworze zasługę odzyskania niepodległości przypisuje Piłsudskiemu, choć nie mówi tego w utworze wprost. Hołd złożony wodzowi naczelnemu w wierszu wynika z orientacji politycznej Lechonia, a także jego zawodowej kariery, podczas której zetknął się z marszałkiem.

Piłsudski za czasów Lechonia był postacią kontrowersyjną, przez jednych kochaną, przez innych znienawidzoną. Ten podział na zwolenników i przeciwników tego polityka przetrwał do dziś i będzie trwał jeszcze długo. Jednak w dniu 11 listopada 2018 r. nie dyskutujmy o tym, któremu z przywódców zawdzięczamy suwerenność Polski. Niepodległość jest zasługą anonimowych patriotów, o których przypomina Stanisław Ryszard Stande w Balladzie o nieznanym żołnierzu, a my dzisiaj powinniśmy się nią cieszyć, nie zapominając o tym, ile osób oddało za nią życie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s