Hogwart czyli labirynt filologa

Były czasy, gdy po naszym wydziale fruwały karty egzaminacyjne, a w piwnicznym barze podobno można było nabyć papierosy na sztuki. Podobno, bo przecież to wydziałowe legendy. Nie zmienił się zapach dziekanatu, wiosenne magnolie oraz pewne ważne pytania…

Collegium Maius-fotAndrzej Romanski_3

Młodsi studenci mówią na Collegium Maius „Hogwart”. Nic dziwnego, mroczne korytarze u filologów przy Fosie Staromiejskiej 3 tworzą magnetyczny labirynt rodem z opowieści o Harrym Potterze. Dzieje się tak zwłaszcza jesienią i zimą, gdy dni krótsze, a latarnie i światła aresztu (tak jest, aresztu) docierają resztkami fal do budynku. Poszczególne piętra przypominają wtedy o swoich sapiących w mroku, chłodnych cegłach; o tajemniczych piwnicach, a nawet o drzwiach z nitowanej blachy, jakie znaleźć można gdzieniegdzie. Tak, wystarczy tylko zgasić na korytarzu światło i już można imaginować sobie spacer w pelerynie-niewidce, wspinaczkę po niekończących się schodach, skrzypienie podłóg, jarzące się na półpiętrach szklane mozaiki. Jest bowiem rzeczą niezwykle cenną, że w dobie postępującego rozwoju i – skądinąd – niezwykle ważnych i cennych inwestycji infrastrukturalnych, istnieje wciąż miejsce przepełnione takim, rzekłbym, duchem humanistycznym.

002

Przybyłem tu, gdy nie było Facebooka i You Tube’a (tyle w temacie jednostek czasu). Było lato, pod wydziałem przekwitały magnolie, a po drugiej stronie ulicy, w „Salvadorze”, profesorowie czytywali swoje wiersze. W wydziałowym barze stały przykurzone pamiątki marinistyczne, a spod lady pani bufetowa wyciągała wynalazki tytoniowe w rozsądnej cenie. Książki zamawiało się tylko ręcznie, po przekopaniu szufladek. Nie istniał USOS, ani smartfony.

Collegium Maius-fotAndrzej Romanski_5

Można się zastanowić: jak zatem wyglądały zapisy na zajęcia? Tu w sukurs przychodziła instytucja znana w środkowo-wschodniej Europie od dawien dawna, jako „kolejka”. Istniały całe systemy i komitety kolejkowe, dzięki którym dostanie się na dane konwersatoria było możliwe. Do legendy przeszły zwłaszcza zapisy na WF i – mityczne wręcz – zajęcia z jazdy konnej. Studenci otóż… koczowali pod budynkiem od wieczora dnia poprzedzającego. Potem, pod osłoną nocy, szli w ślady ojców i matek, którzy w taki sam sposób wyczekiwali niegdyś lodówki, pralki czy upragnionej meblościanki. Tak, internet zniszczył to wszystko.

Po korytarzach fruwały karty egzaminacyjne, gdy z furkotem papieru zdyszani żacy (chwała dawnym słowom!) pędzili za wykładowcami. Ci zaś, otoczeni tłumem studentów, z cierpliwością i spokojem tłumaczyli sylabusowe zawiłości. Na hasło „scs”, „Nadobna Paskwalina” czy „Roman Ingarden” studenci biegli całą ławą do Akademickiej Przychodni Lekarskiej, błagając o lekarskie zwolnienie. Oczywiście bezskutecznie.

Collegium Maius-fotAndrzej Romanski_8

Ktoś powie, że ząb czasu mnie nadgryzł, skoro z takim sentymentem piszę o miejscu, w którym chodzi – zdawać by się mogło – o wymagania przedmiotowe i punkty ECTS. Niech nie zwiodą was liczby, tabelki i punkty, drodzy uczniowie z Hogwartu. Były czasy, gdy niektórzy z obecnego ciała profesorskiego również biegali po maiusowych korytarzach. Potwierdzamy: bywało, że mieli włosy do pasa, które sam pamiętam.

Mimo dostępu do internetowych baz danych, nic jednak nie zastąpi tych poszukiwań, które prowadzimy w swoim małym, humanistycznym labiryncie wyobraźni. W nim wydział może być Hogwartem, statkiem USS Enterprise albo gwiezdną harmonią Konrada i kordianowym Mont Blanc w jednym (jak ktoś się uprze). Grunt, by uważnie szukać i nie bać się zadawania pytań. To nie przypadek, że wydziałowe korytarze przypominają labirynt. Chodzi nie o tylko, by z niego wyjść, ale by droga przezeń była po coś.

Toteż patrzcie uważnie w mrok wydziałowych korytarzy. Może dostrzeżecie w nich coś więcej, niż wzrok niestcheańskiej ciemności? Może będzie to błysk siwych włosów, skrzących się na profesorskich skroniach? Może będą to pełne ciekawości, jarzące się oczy filologa? Nie bójcie się wówczas. Bo w mrokach Hogwartu wszyscy szukaliśmy odpowiedzi. Dziś mogę Wam powiedzieć: można je tam odnaleźć.

Tu mógłbym skończyć anegdotyczną opowieść, ale utkam jeszcze jej kawałek. Kiedyś, gdy stałem pod wydziałową biblioteką, podszedł do mnie pewien profesor. Kiedy zapytał, co robię (a w domyśle – dlaczego nie byłem na zajęciach), odparłem sztubacko, że zastanawiam się właśnie, co by tu wypożyczyć i przeczytać. Profesor zamyślił się (przysiągłbym, że wyglądał wówczas, jak Albus Dumbledore), po czym zdjął okulary i rzekł:

– Widzi pan. Bo ja, to zastanawiam się, czego nie przeczytać. – Po czym odszedł, a ja nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Stałem wtedy długo na maiusowym korytarzu, patrząc przez szybę na mury Aresztu Śledczego. Nieraz i po latach miałem wrażenie, że wciąż tam stoję, na korytarzu Hogwartu.

Dziś profesor jest na emeryturze, a ja już chyba wiem, co miał na myśli. A wy?

(zdjęcia: Andrzej Romański; Marcel Woźniak)

Marcel Woźniak

001

 

 

 

 

 

 

 

Jedna uwaga do wpisu “Hogwart czyli labirynt filologa

  1. Zapisy na zajęcia to dośc mgliste wpomnienie…ale jednak trafiłam tam gdzie powinnam 🙂 niezapomniany jednak i niepowtarzalny obraz w mojej pamieci, to własnie korytarze maiusa …okna przepuszczające smugi zakurzonego światła…nigdzie nie znalazłam takich zdjęć…może są tylko w moich wspomnieniach???
    scs: ryba ryby rybe … 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s